Supermarine Spitfire – ikona, która odmieniła losy Bitwy o Anglię
seria - Maszyny, które zmieniły niebo
Supermarine Spitfire – ikona, która odmieniła losy Bitwy o Anglię
Są w historii inżynierii projekty, które wykraczają poza swoją czysto użytkową funkcję, stając się dziełami sztuki. W świecie motoryzacji jest to Jaguar E-Type, a w lotnictwie – bez wątpienia Supermarine Spitfire. Jego eliptyczne skrzydła i charakterystyczny dźwięk silnika Rolls-Royce Merlin są rozpoznawalne na każdej szerokości geograficznej.
Jednak ten brytyjski myśliwiec to coś więcej niż estetyczna doskonałość. To maszyna, która latem 1940 roku stała się jedyną barierą między nazistowską machiną wojenną a wolną Wielką Brytanią. Poznaj historię arcydzieła R.J. Mitchella – myśliwca, który stał się legendą Bitwy o Anglię.
Od wyścigów do walki o przetrwanie
Aby zrozumieć fenomen Spitfire’a, trzeba cofnąć się do lat 20. i prestiżowych zawodów o Puchar Schneidera. To tam genialny konstruktor Reginald J. Mitchell projektował niesamowicie szybkie wodnosamoloty dla wytwórni Supermarine. Jego maszyny biły rekordy prędkości, ucząc inżynierów, jak minimalizować opory powietrza i wyciągać maksimum mocy z silników.
Kiedy widmo wojny zawisło nad Europą, Mitchell wykorzystał te doświadczenia, tworząc samolot myśliwski. Odszedł od kanciastych, krytych płótnem konstrukcji. Stworzył całkowicie metalowy dolnopłat o smukłej, aerodynamicznej sylwetce. Niestety, Mitchell zmarł na raka w 1937 roku, zaledwie rok po oblocie prototypu, nie doczekawszy momentu, w którym jego dzieło ocaliło kraj.
Skrzydło, które zmieniło wszystko
Tym, co wyróżniało Supermarine Spitfire na tle konkurencji – w tym głównego rywala, niemieckiego Messerschmitta Bf 109 – było unikalne, eliptyczne skrzydło. Ten kształt nie był fanaberią stylisty. Miał konkretne uzasadnienie inżynieryjne.
Eliptyczny obrys pozwalał na stworzenie najcieńszego możliwego profilu skrzydła przy zachowaniu dużej powierzchni nośnej. Efektem był minimalny opór powietrza przy dużych prędkościach, a jednocześnie doskonała zwrotność. Dodatkowo szeroka nasada skrzydła zapewniała wystarczająco dużo miejsca na montaż ośmiu karabinów maszynowych (a później także działek), co dawało Spitfire’owi potężną siłę ognia bez konieczności montowania uzbrojenia w kadłubie i synchronizowania go ze śmigłem.
![5.jpg [399.69 KB]](https://www.jbi.com.pl/storage/image/core_files/2026/2/5/a85f1de395de85a3cfbc11d41ab35dcd/jpg/jbinvestments/preview/5.webp)
Serce bestii: Rolls-Royce Merlin
Żaden płatowiec nie zda egzaminu bez odpowiedniego napędu. Sercem Spitfire’a stał się legendarny silnik V12 – Rolls-Royce Merlin. Była to jednostka o pojemności 27 litrów, która w pierwszych wersjach generowała ponad 1000 koni mechanicznych.
Dźwięk Merlina – głęboki warkot – do dziś wywołuje dreszcze u fanów lotnictwa. Dla brytyjskiego lotnictwa ważniejsze było jednak co innego: Merlin był niezwykle podatny na modyfikacje. W trakcie wojny inżynierowie Rolls-Royce’a stale zwiększali jego moc (stosując coraz wydajniejsze sprężarki), dzięki czemu Spitfire mógł ewoluować i dotrzymywać kroku nowszym konstrukcjom wroga aż do 1945 roku.
Bitwa o Anglię – test ostateczny
Latem 1940 roku rozegrała się najważniejsza bitwa powietrzna w historii. Luftwaffe rzuciło przeciwko Wielkiej Brytanii tysiące bombowców i myśliwców. Naprzeciw nim stanęli piloci RAF w swoich Hurricane’ach i Spitfire’ach.
Choć to Hurricane był liczniejszy i wziął na siebie ciężar walki z bombowcami, to Supermarine Spitfire stał się symbolem tego zwycięstwa. To Spitfire’y wiązały walką niemiecką eskortę myśliwską. Były szybsze od Hurricane’ów i jako jedyne mogły nawiązać równorzędną walkę z Messerschmittami Bf 109E.
Niemieccy piloci czuli respekt przed tą maszyną. Słynna jest anegdota o Adolfie Gallandzie, asie Luftwaffe, który zapytany przez Hermanna Göringa, czego potrzebuje, by wygrać bitwę, odparł – „Eskadry Spitfire’ów”. Ten brytyjski myśliwiec przewyższał niemieckie maszyny zwrotnością w poziomie – w walce kołowej był niepokonany.
Symbioza pilota z maszyną
Wspomnienia weteranów są zgodne – Spitfire pilotowało się z niespotykaną lekkością. W przeciwieństwie do wielu ówczesnych myśliwców, które wymagały użycia sporej siły fizycznej do wykonywania gwałtownych manewrów, maszyna Mitchella reagowała niemal na samą myśl pilota.
Sterowność była intuicyjna i precyzyjna. Kabina, choć ciasna, zapewniała doskonałą widoczność, a samolot zachowywał się stabilnie nawet w granicznych stanach lotu. Było to istotne dla zmęczonych, często niedoszkolonych pilotów, którzy musieli startować do walki kilka razy dziennie. Dzięki doskonałej aerodynamice Spitfire wybaczał wiele błędów w pilotażu, pozwalając lotnikowi skupić się na tym, co najważniejsze – na celowaniu i przetrwaniu.
![9.jpg [168.44 KB]](https://www.jbi.com.pl/storage/image/core_files/2026/2/5/afafb7049c1dada5ebdbc2fa423825f6/jpg/jbinvestments/preview/9.webp)
Dziedzictwo
Spitfire to jedyny aliancki myśliwiec produkowany nieprzerwanie przez całą II wojnę światową – od pierwszego do ostatniego dnia konfliktu. Powstało ponad 20 000 egzemplarzy w dziesiątkach wersji – od myśliwskich, przez rozpoznawcze, aż po wersje pokładowe (Seafire).
Dziś, ponad 80 lat po swoim debiucie, Spitfire pozostaje ikoną. Jest dowodem na to, że w sytuacjach ekstremalnych połączenie genialnej inżynierii, odwagi pilotów i determinacji narodu może zmienić bieg historii. Dla współczesnego lotnictwa jest zaś przypomnieniem, że doskonała aerodynamika nigdy się nie starzeje – sylwetka Spitfire’a do dziś uchodzi za jeden z najdoskonalszych kształtów, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek.
Ciekawostki o Spitfire, które zaskakują nawet pasjonatów lotnictwa
1. Nazwa, która budziła kontrowersje
Nazwa „Spitfire” (czyli dosłownie „złośnica” lub „ognista”) początkowo nie wszystkim się podobała. Część decydentów uważała ją za zbyt frywolną jak na poważny myśliwiec RAF. Ostatecznie jednak przyjęła się tak dobrze, że dziś trudno wyobrazić sobie inną nazwę dla tej konstrukcji.
2. Produkcja była koszmarem logistycznym
Eliptyczne skrzydło, które dawało Spitfire’owi przewagę aerodynamiczną, było jednocześnie niezwykle trudne i czasochłonne w produkcji. Wymagało ogromnej precyzji i wielu roboczogodzin – znacznie więcej niż prostsze skrzydło Hurricane’a. To jeden z powodów, dla których Hurricane był budowany szybciej i w większej liczbie w pierwszej fazie wojny.
3. Spitfire latał szybciej niż dźwięk… w nurkowaniu
W czasie wojny piloci testowali granice możliwości maszyny. W 1944 roku jeden z pilotów RAF podczas stromego nurkowania osiągnął prędkość zbliżoną do bariery dźwięku. Choć nie był to lot naddźwiękowy w sensie pełnym, konstrukcja wytrzymała ekstremalne obciążenia – co było imponujące jak na projekt z lat 30.
4. Powstało ponad 20 wersji – i każda była inna
Od pierwszego Mk I z silnikiem Merlin, przez wysokościowe wersje rozpoznawcze bez uzbrojenia, aż po odmiany z potężnym silnikiem Griffon i pięciołopatowym śmigłem – Spitfire ewoluował niemal nieprzerwanie. Niektóre późne wersje osiągały prędkości przekraczające 710 km/h, co czyniło je jednymi z najszybszych myśliwców tłokowych świata.
5. Polski ślad w historii Spitfire’a
W czasie Bitwy o Anglię ogromną rolę odegrali polscy piloci, m.in. z Dywizjonu 303. Choć latali głównie na Hurricane’ach, później również z powodzeniem pilotowali Spitfire’y w ofensywnych operacjach nad okupowaną Europą. Ich skuteczność bojowa należała do najwyższych w całym RAF.
6. Niemcy testowali zdobyczne egzemplarze
Zdarzało się, że sprawne Spitfire’y wpadały w ręce Luftwaffe. Były dokładnie badane, a nawet oblatywane przez niemieckich pilotów testowych. Analizowano ich osiągi, by opracować skuteczniejsze taktyki walki.
7. Do dziś latają – i kosztują fortunę
Sprawne egzemplarze Spitfire’ów wciąż można zobaczyć w powietrzu podczas pokazów lotniczych w Wielkiej Brytanii i USA. Ich renowacja to proces trwający lata, a wartość rynkowa jednego egzemplarza może przekraczać kilka milionów funtów. Charakterystyczny dźwięk silnika Merlin nadal przyciąga tłumy.
JB Investments Sp. z o.o. (wszelkie prawa zastrzeżone)
Zdjęcia pochodzą z biblioteki pixabay.com